/p>

Wspomnienia z historii: "Nasz Klub Kibiców"
Wpisany przez BOGDAN   
środa, 16 czerwca 2010 22:50

"Młody 18, może 20 lat. Na scenę wkroczył niezbyt pewnym krokiem. Nie przywykł widać do zabierania głosu przed wielkim audytorium.". Tak właśnie zaczynał się bardzo ważny, a dla naszej historii niemalże przełomowy artykuł w "Sporcie" z lutego 1972 roku. Rzeczywiście do publicznego zabierania głosu jeszcze wtedy nie przywykłem i krok mój mógł sie niektórym wydawać dość niepewny. Miałem wtedy 17 lat...



Ale po kolei. Już od jakiegoś czasu poważnie zastanawialiśmy się, w jaki sposób sformalizować nasz kibicowski ruch związany z Polonią Bytom. W tym czasie nikt już nie mógł zaprzeczyć, że organizacyjnie (choć nieformalnie) prezentujemy się na całkiem niezłym poziomie i grupa nasza posiada niemal wszelkie znamiona formalnego podmiotu organizacyjnego. Jednakże, błędem byłoby zakładać, iż w takiej sytuacji założenie (zarejestrowanie?) Klubu Kibiców powinno być jedynie formalnością. Wszyscy oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę z tego w jakich czasach żyjemy. Z drugiej strony, jak już wspominałem poprzednio, w tamtych czasach mieliśmy "świetną prasę" i wyrazy sympatii i poparcia z wielu stron. Dla każdego, kto miał do czynienia z "systemem" wiadomym było, iż takie "otwarcie" mogło nastąpić jedynie za zgodą (lub przyzwoleniem) "wysokich czynników". To dawało nam (przynajmniej tak nam się wydawało) niezłą pozycję przetargową i otwierało jakąś szansę na "przeskoczenie", pozornie niemożliwej do pokonania w krajach "obozu sprawiedliwości społecznej", bariery powołania do życia, w jakiejś mierze, samorządnego i niezależnego Klubu Kibiców. Wiedzieliśmy dobrze, że na całkowitą samodzielność i niezależność nie będziemy w stanie się wybić (to w warunkach systemu było po prostu niedopuszczalne i niemożliwe). Generalnie ostrzegano nas już wtedy, że nasza działalność może być uznana przez władze jako "tworzenie nielegalnych struktur", co oczywiście było wtedy ścigane przez "prawo".

Nieosiągalnym wzorem do naśladowania mogły oczywiście być dla nas angielskie "Supporter's Clubs". Poznaliśmy (między innymi poprzez wizytę kuzyna Amanta z Manchesteru) metody i styl ich działania i dość szybko zdaliśmy sobie sprawę, iż o takich perspektywach nie możemy nawet pomarzyć. Jednak niektóre elementy ich działalności zapadły nam w pamięci jako, choć trochę, realne do przeniesienia na nasze, socjalistyczne podwórko.

Zasiedliśmy również do "okrągłego stołu" z przedstawicielami kierownictwa Polonii. Przedstawiliśmy im tą naszą, dość rewolucyjną wizję Klubu Kibiców, po wysłuchaniu której z niedowierzania i zakłopotania "szerzej otworzyły im się oczy". Jednakże panowie ci skrzętnie zanotowali nasze "postulaty". I jak to wtedy było w zwyczaju (z czasów nieco późniejszych pamiętamy takie praktyki o z okresu negocjacji z rządem prowadzonymi przez Solidarność), stwierdzili iż oni nie są "władni", aby podejmować stosowne decyzje (ani nawet nic obiecać), wiec "przekażą sprawę (gdzieś) wyżej”. Oczywiście zadowalającej, konkretnej odpowiedzi nigdy się nie doczekaliśmy. Może czekaliśmy za krotko?.

Nieoficjalnie (to także była taka część ich "gierki" – wiadomo było, że nikt z kierownictwa by nie "sypnął", jeżeli nie dostałby polecenia "nieoficjalnego przekazania informacji"!) dowiedziałem się, że zarząd Polonii rozważa jedynie możliwość reaktywowania Klubu Kibiców na zasadach podobnych, jakie obowiązywały przy powoływaniu takowych do życia w latach 50. Wiedzieliśmy już, że na ten "numer" nie możemy dać się złapać. Znaliśmy relacje ludzi z takowymi "klubami kibiców" związanymi. Otóż były to kompletnie fasadowe i dyspozycyjne względem władzy organizacje, praktycznie bez jakichkolwiek znamion samodzielności oraz możliwości niezależnego działania. Rzecz jasna struktury te stworzono (i to w ramach ZMS – Związku Młodzieży Socjalistycznej!) odgórnie, co znaczyło, że najpierw "wybrano" władze (przeważnie jeden z szefów ZMS w mieście), a następnie ogłoszono nabór członków organizacji. Wydawano im wówczas (po zapłaceniu bardzo minimalnej składki) papierowe legitymacje tzw. "członka wspierającego", które upoważniały bodajże do nabywania biletów ulgowych na mecze Polonii. Przy wstąpieniu do takiego "klubu" nowi członkowie otrzymywali też darmowy, klubowy znaczek Polonii. Taka odznaka nie była wcale łatwa do zdobycia, więc teoretycznie szeregi takiego fan-clubu ciągle się powiększały. Ludzie (nawet często nie kibice) po prostu przychodzili po ten darmowy znaczek (miał on też swoją wartość na "wolnym rynku"). Innych przywilejów (ani praw) taka organizacja (ani jej członkowie) nie posiadała. Zarządy tych "klubów" za to często dzielnie wspierały władze klubu, miasta (i wszelkie inne) podpisując się pod wszelkimi apelami i oświadczeniami (oczywiście w imieniu kibiców Polonii!), nawołując do udziału w czynach społecznych (np. malowanie ławek w parku) i udziału w licznych "głosowaniach" i "wyborach" czy też "demonstracjach poparcia" lub pochodach pierwszomajowych. Oczywiście żywot takich tworów nawet wtedy nie trwał długo i dość szybko umarły one "śmiercią naturalną". Rzecz jasna o naszym udziale (czy nawet rozmowach) w zawiązaniu takiego "klubu kibiców" mowy być nie mogło i takie też stanowisko (oczywiście również "nieoficjalnie") przekazałem mojemu rozmówcy.

Nasze, kibiców relacje z pracownikami i władzami Polonii, początkowo bardzo "entuzjastyczne" i gorące, mocno się w tych czasach ochłodziły. Poznaliśmy trochę klub oraz jego pracownikow "od wewnątrz", bywaliśmy dość często na Kolejowej interesując się życiem klubowym, zadając (często niewygodne) pytania i sugerując różne, naszym zdaniem korzystne dla dobra i poprawy wizerunku klubu, działania. Chyba było to trochę odbierane jako próba ingerowania w "ich wewnętrzne sprawy i życie". Wiadomo im było również, że taka nagła "miłość i tolerancja" otoczenia w stosunku do nas nie potrwa wiecznie, gdyż "aniołkami" jednak nie byliśmy. Myślę, że trochę(?) się nas i całej tej nowej sytuacji obawiano. Kilkakrotnie, pod koniec sezonu, bez podania przyczyny odmówiono nam pomocy (autokar) w organizacji wycieczek na mecze wyjazdowe.

W takim "historyczno-obyczajowym" tle (z naszego punktu widzenia) rozpoczęło się w lutym 1972, w nowo oddanej do użytku Sali Konferencyjnej Urzędu Miasta, Walne Zgromadzenie Członków KS Polonia Bytom. Ponieważ obrady były "otwarte", postanowiliśmy zaakcentować je swoją obecnością. Nie mieliśmy żadnych planów zadawania pytań czy zabierania głosu. W tamtych czasach było to zgoła niepojęte i niespotykane, aby do tzw. "dyskusji" zgłosił się ktoś bez wcześniejszego uzgodnienia z organizatorem i "czynnikami". Uzgodnione wcześniej decyzje zapadały zawsze "jednogłośnie" bądź przez aklamacje. Z zebrania tego zapamiętałem wystąpienie ustępującego prezesa Polonii, Tadeusza Felińskiego (zgromadzenie przez aklamacje nadało mu wtedy tytuł honorowego prezesa Polonii), który bardzo ciepło (i dość sporo) mówił o nas, kibicach Polonii jako dumie klubu i miasta Bytomia. Po tym fragmencie na sali zawrzało, wszyscy wstali i długo klaskali zwróceni w naszą stronę. Muszę przyznać, że było nam trochę "nieswojo", przyjemne odczucia mieszały się z refleksjami na temat trudności w powołaniu do życia naszej organizacji i także ich, teraz klaszczących, w tych trudnościach udziału. Gdy pozniej głos zabrał jeden z delegatów, którego dość odważne i kontrowersyjne wystąpienie wydawało się nam "nieuzgodnione i niezatwierdzone" (oczywiście po latach okazało się, że byliśmy w błędzie!) dojrzała we mnie decyzja, aby spróbować tego samego. Zachęcany przez kolegów, podniosłem rękę. Ku naszemu i chyba większości wszystkich obecnych, zdziwieniu i zaskoczeniu, zostałem przez prowadzącego obrady "wywołany do tablicy"! Wtedy to właśnie na scenę wchodziłem "niezbyt pewnym krokiem".

Nie miałem przygotowanego żadnego tekstu. Pamiętam jedynie, iż zacząłem słowami:
"Prezes honorowy naszego klubu, Pan Tadeusz Feliński, w swoim wystąpieniu wspomniał o istnieniu w Bytomiu zorganizowanej grupy kibiców. Ja reprezentuję tą właśnie grupę!". Po tym "otwarciu" nastąpił kolejny wybuch aplauzu na naszą cześć. Trwało to (przynajmniej z mojej perspektywy – byłem przecież na podium) bardzo długo. Wystarczająco długo, abym pozbierał myśli i nabrał odwagi. Dalej poszło mi, więc dość łatwo i sprawnie. Trochę się chyba nawet "rozgadałem" (wspominając np. o lewym kursie kierowcy wiozącego nas do Krakowa!). Przede wszystkim mówiłem jednak o konieczności współpracy z klubem w stworzeniu i działalności naszej nowej organizacji, o zasadach i celach takiej działalności, zachodnich wzorcach, wyjazdowych meczach, gadżetach, itd. Moje wystąpienie zostało przyjęte przez zgromadzonych co najmniej życzliwie i stało się jasne, że zamigotało w tunelu jakieś światełko nadziei. Jeszcze podczas obrad podszedł do mnie sekretarz klubu z informacją (prośbą), iż spotkać (po zebraniu) z nami chciałby się jeden z vice prezesów Polonii. Do takiego, dość luźnego i niekonkretnego spotkania doszło, owym oficjelem okazał się vice prezes zarządu d/s wychowawczych(!), Pan Zenon Heczko. To była jedynie pierwsza "jaskółka" (która wiosny nie czyniła). Przełomowym momentem, jak już poprzednio pisałem, było ukazanie się za parę dni artykułu w Sporcie autorstwa uznanego dziennikarza sportowego, Stanisława Penara. Po latach rozmawiałem z tym dziennikarzem. Czasy nie były jeszcze wtedy "pewne" (było to w epoce Solidarności), więc szczegółów mi nie zdradził. Jednakże dowiedziałem się od niego, iż były pewne kłopoty z "wypuszczeniem" tego materiału i na biurku naczelnego przeleżał on parę dni. Nie "poszedł" też on w wersji oryginalnej i musiał być nieznacznie zmieniony. Mogę się jedynie domyślać, że Redaktor dodał "od siebie" wzmiankę o ZMS oraz o "wzorcowych (dla nas) kibiców Lewskiego" (może ktoś sobie wyobrazić w tamtych czasach szalikowców z Sofii w Chorzowie?!), o których to podmiotach ja, rzecz jasna w swoim wystąpieniu nie wspomniałem.



Jak można było oczekiwać, po moim wystąpieniu na Walnym oraz ukazaniu się artykułu w Sporcie, nasze sprawy w klubie nabrały nowej "wagi i dynamiki". Nagle przedstawiciele klubu zaczęli oferować różnego rodzaju formy pomocy oraz wyrażali gotowość i chęć(!) do rozmów z nami na temat powołania Klubu Kibiców i zasad jego funkcjonowania. Do rozmów takich doszło (i to kilkakrotnie) jeszcze przed rozpoczęciem sezonu wiosennego 1972. W ich trakcie Zarząd dość szybko ostatecznie zrezygnował z forsowania "koncepcji ZMS-owskiej". Dla nas natomiast stało się jasne, że musimy "spotkać się pośrodku" i zrezygnować (przynajmniej na razie) z wielu naszych, jak na owe czasy, mało realnych pomysłów. Tak więc świadomie zrezygnowaliśmy z niezależności oraz odrębności prawnej, szukając swojego miejsca w istniejących strukturach klubu (ale nie istniejących organizacji młodzieżowo-politycznych), przestaliśmy (czasowo) podnosić postulaty o samodzielnym lokalu, osobnym (choć oczywiście podobnym) znaczku organizacji, finansach, itp. W zamian zaproponowaliśmy naszym włodarzom utworzenie Klubu Kibiców jako odrębnej sekcji KS Polonia Bytom, organizacyjnie działającej na zasadach podobnych do innych (sportowych) sekcji. Szczegółów jeszcze nawet my nie mieliśmy przygotowanych (czy dokładnie przemyślanych), ale taką koncepcję nasi rozmówcy dość ochoczo podchwycili i obiecali, że z pozytywną opinią, przedstawią ją "na zarządzie". Świadomi, iż takie "przedstawienie na zarządzie pod rozwagę" może być bardzo niekonkretne i trwać "wieczność", postanowiliśmy wtedy nie czekać na decyzję i zacząć trochę działać na zasadzie "faktów dokonanych". Zwołaliśmy zebranie kibiców w klubie, wybraliśmy tymczasowy zarząd i ... rozpoczęliśmy zapisy! Jeszcze tego samego wieczora nasza grupa spotkała się z vice prezesem Heczko (oraz paroma innymi członkami zarządu) i zaczęliśmy rozmawiać o konkretach! Aby nie przeciągać, powiem że w ciągu tygodnia przy K.S. Polonia Bytom, została powołana nowa sekcja, Kolo Sympatyków Polonii Bytom! Podstawowe zasady funkcjonowania naszej organizacji nie odbiegały od tych, na jakich działały inne sekcje, a te dodatkowe, unikalne i ważne dla naszej specyfiki zostały spisane i zatwierdzone uchwałą zarządu Polonii. Z głównych założeń działalności statutowej wymienię te najważniejsze:
- sekcja kibiców jest strukturą samodzielną, władną do podejmowania niezależnych decyzji jej i jej członków dotyczących w ramach istniejących przepisów
- sekcja kibiców działa w oparciu o własny, uchwalony przez zarząd KS Polonia Bytom budżet mając pełną samodzielność w podejmowaniu decyzji finansowych w ramach działalności statutowej i istniejących przepisów.
- przewodniczący sekcji kibiców jest (podobnie jak kierownicy innych sekcji) członkiem Zarządu K.S. Polonia Bytom (z prawem głosu).
Ponadto uzyskaliśmy zapewnienie (również na piśmie), iż klub dołoży wszelkich starań, aby logistycznie, organizacyjnie i prawnie wspomagać naszą sekcję w organizacji wyjazdów (autokary, ubezpieczenia, itp.), zamówień (i ich realizacji) gadżetów klubowych i innych formach naszej działalności statutowej. Dostaliśmy także zapewnienie o bezproblemowym udostępnianiu nam świetlicy lokalu klubowego na wszelkiego rodzaju spotkania i zebrania związane z naszą działalnością. Takie rozwiązania nas satysfakcjonowały, jednakże nie byliśmy jeszcze wtedy pewni jak i w jakim stopniu te "obietnice" przełożą się na warunki praktyczne. Wtedy jednakże nie pora była, by się nad tym zastanawiać. Należało działać szybko i zdecydowanie.

Na uroczystym zebraniu wybraliśmy nasz zarząd i uchwaliliśmy (a właściwie zatwierdziliśmy) status organizacji. Moimi zastępcami zostali Janusz Grześko oraz Wacek Tomaszek. Generalnie "Amant" odpowiadał za sprawy "stadionowe" (organizacja sektora, doping, dyscyplina, itp.), "Wacek" za sprawy organizacyjno-finansowe (zapisy, legitymacje, składki, ubezpieczenia, itp.). W pierwszym oficjalnym zarządzie znaleźli się też Marek Woźniak, Jurek Poznański, Staszek Chytra oraz ... Leon Karpacz!

Przy wyborze Leona było trochę "małych" problemów i kontrowersji. Leon oczywiście na zebranie przyszedł (jak zwykle) na rauszu. Kiedy ktoś z sali zgłosił jego kandydaturę na członka zarządu, chyba się "obudził", bo wstał i krzyknął, że on "prezesem zostać nie chce!". A skoro już stał "na świeczniku" (i sala buchnęła śmiechem) to "przy okazji" zapytał prezesów (było dwóch) czy znają taką piosenkę: "Jasiu Liberda to bytomski Pele, jak on zapierdoli – bramkarz jest gotowy!". Do naszego zarządu Leon łaskawie pozwolił się jednak wybrać. Wielokrotnie później słyszałem jak "nasz" vice prezes Heczko tłumaczył zasadność tego faktu jakimś "efektem rosyjskim" stosowanym za czasów stalinowskich, kiedy władzę w grupach dawało się największym "bandziorom", którzy jednak poprzez ten wybór zmieniali swoje zachowania, ale również wykorzystując swój autorytet działali dla dobra (i według wytycznych) władz. Myśmy dokładnie wiedzieli co miał na myśli, ale wielu (zwłaszcza tych z MO) do końca nie mogli tego pojąć i starali się jak mogli, abyśmy Leona z zarządu usunęli. Oczywiście nie posłuchaliśmy ich "życzliwych" rad.

W wiosenny sezon 1972 wkraczaliśmy już więc "kompletni". Nasz niebiesko-czerwony stadion (kibicowsko – flagi, czapki, szaliki, itp.) wyglądał coraz lepiej, wprowadziliśmy podstawowe i oryginalne elementy "nowoczesnego" dopingu oraz stworzyliśmy nieźle zorganizowaną grupę kibiców, czego finałowym efektem był właśnie ten pierwszy w Europie Wschodniej (dość) niezależny i samorządny Klub Kibiców. To była prawdziwie rewolucyjna zmiana. W tamtym momencie byliśmy nieco "osamotnieni na szczycie", ale niedługo już naszym śladem miały podążyć następne ekipy.

Nasze założenia, co do prekursorskiej działalności w ruchu kibicowskim zostały, wiec zrealizowane. Teraz nastała pora na utrwalenie tego dorobku oraz, rzecz oczywista, dalszy rozwój. Myślę, że również z historycznego punktu widzenia, nie mamy się czego wstydzić. Zwłaszcza, że trochę przesadzone (jeśli o wiek większości z nas chodzi) byłyby nawet słowa redaktora Penara: "młodzi, 18 może 20 lat."



 

autor: BOGDAN