/p>

Rozmowa z Dariuszem Fornalakiem
Wpisany przez cloner   
czwartek, 26 maja 2011 13:30

Kilka dni temu w Polonii Bytom byliśmy świadkami dość nieoczekiwanej zmiany pierwszego trenera Roberta Góralczyka, którego zastąpił Dariusz Fornalak. Przed meczem z Lechem Poznań, "Fornal" udzielał wielu wywiadów dla najróżniejszych przedstawicieli mediów, dlatego my cierpliwie ustawiliśmy się w kolejce i postanowiliśmy porozmawiać dopiero po meczu. A właściwie to po dzisiejszym treningu, zapis rozmowy prezentujemy poniżej.

Panie trenerze, co zmieniło się w Polonii od ostatniego pobytu u nas?

- Przyznam, że nie miałem przyjemności grać na tej płycie, a to jest duży plus podkreślony nawet przez graczy Lecha Poznań, którym dobre boisko na pewno służy. A takowe mieli w Bytomiu, którego nie mają w Poznaniu. Drużyna jest tak samo ubrana, to jest kolejna zmiana na lepsze, no i w porównaniu do mojego pierwszego dnia w tamtej drugiej lidze, są piłki. Natomiast na tematy organizacyjne nie chciałbym się wypowiadać, jestem tutaj dopiero od kilku dni, ja się skupam na pracy z zespołem.


W takim razie jak praca z drużyną? Jakie nastroje po wczorajszej porażce z Lechem?

- Nastroje w zespole nie mogą być dobre, jak również po wcześniejszych porażkach. Te spotkania z pewnością odcisnęły spore piętno na tym zespole. To jest fakt niezaprzeczalny, mieliśmy dowód tego wczoraj w pierwszej połowie, niektórych graczy presja po prostu sparaliżowała i nie byli w stanie grać w piłkę, w pierwszej części meczu ograniczaliśmy się tylko do przeszkadzania. A z taką drużyną jak poznański Lech jest to czekanie na wyrok.


Ale druga połowa już tak zła nie była.

- Później kiedy sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej niekorzystna, kiedy straciliśmy i zawodnika i bramkę, to te ciśnienie z piłkarzy zeszło, i znaleźli się ludzie, którzy wzięli na siebie odpowiedzialność, ciężar gry. Nawet brak jednego zawodnika nie spowodował, że Lech miał zdecydowaną przewagę. Stworzyliśmy kilka groźnych sytuacji, nie wiem jak by ten mecz się ułożył, gdyby Marcin Radzewicz trafił do bramki przy stanie 0-1, ale to jest tylko gdybanie. Teraz musimy zrobić wszystko, żeby wyrzucić to z głowy, wyrzucić te wszystkie niepowodzenia.

A jaki jest na to sposób?

- Dałem dziś przykład swoim zawodnikom taki, że w ostatniej kolejce Premiership, Blackpool pojechał do "Jaskini Lwa", czyli na mecz z Manchesterem United i do 70 minuty był w lidze, samobójcza bramka spowodowała że polegli, choć polegli honorowo i później całe Old Trafford biło im brawo. Dlatego nie ma rzeczy niemożliwych, musimy w to głęboko wierzyć i z taką wiarą przystąpić do niedzielnego meczu z Legią.


Sytuacja przed spotkaniem z Legią jest nieciekawa, w dodatku zabraknie w stolicy naszych kibiców.

- Jestem pełen podziwu dla kibiców, ta końcówka w ich wykonaniu to jest to, co chcielibyśmy żeby było przez cały mecz. Nie ulega wątpliwości, że w takich trudnych momentach, a moment jest "megatrudny", zespół potrzebuje tego wsparcia, gdyby kibice jeszcze w tym momencie się odwrócili to nie wymagajmy od tych ludzi na boisku jeszcze większego zaangażowania. Nigdy nie jest tak, że zawodnik który reprezentuje barwy danego klubu nie chce, on może mieć mniejsze umiejętności, może mieć czasem słabszy dzień, my trenerzy również jesteśmy winni, bierzemy taką samą odpowiedzialność, że piłkarz wygląda w trakcie meczu tak a nie inaczej. Ale nikt z nas, czy to pracując tutaj czy w innym klubie, nie można nam zarzucić, że ktoś nie chce, jakby działał przeciwko swojemu klubowi byłby samobójcą. I człowiek, który przychodzi na trybuny, ktoś mówi że ma prawo, bo zapłacił za bilet, tak, ma prawo dopingować, ma prawo kibicować, wyrażać swą opinię, ale nie ma prawa wyzywać kogoś czy lżyć.
To jest niepoważne, dlatego tym bardziej wczorajsze zachowanie naszych kibiców w końcówce spotkania było rewelacyjne.


Dziękuję za rozmowę i powodzenia w stolicy.


- Dzięki.





foto: H@rrY
źródło: własne